Lady Mess


To będzie szczery post.

Zakładając bloga postanowiłam, że nigdy nie przekroczę pewnych granic mojej prywatności, a jednak w tym wpisie mam zamiar to zrobić. I to konkretnie. Opowiem Wam o rzeczach, które mnie spotkały w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Rzeczach, które doprowadziły do tego, że się załamałam i straciłam chęci do życia. Jednak mimo tego rok ten jest dla mnie niesamowicie ważny, bo wiele zmienił w moim życiu i jeszcze więcej mnie nauczył.

ROZDZIAŁ 1

Zazdrosna koleżanka

 
Zaczęło się dosyć niewinnie. W środku wakacji w zeszłym roku pisałam na fejsie z kolegą. Poinformował mnie, że wspólna znajoma z akademika opowiada wszystkim, że ukradłam jej miejsce na studiach. O co chodzi? A o to, że obie zapisałyśmy się na ten sam kierunek studiów. Magda już w poprzednim roku na nim była, ale wyrzucili ją i chciała spróbować znowu. Tyle że się nie dostała, a ja tak. Uznała, że moją winą jest to, że nie miała wystarczającej ilości punktów. Jestem osobą, która nie lubi nieporozumień i od razu do niej napisałam z pytaniem o co chodzi. Nie była ani trochę chętna na rozmowę, a mnie wkurzyło, że strzela focha o coś, co nie jest moją winą i napisałam, że jak dla mnie takie myślenie jest żałosne. Przez resztę wakacji nie miałam z Magdą kontaktu, przydzielono jej też inny akademik, który był nieco odległy od tego, w którym ja mieszkałam, więc myślałam, że już po sprawie. Z błędu zostałam wyprowadzona, gdy na początku października zobaczyłam, że przyszła na te same zajęcia, co ja. Pewnie dostała się podczas dodatkowej rekrutacji, pomyślałam. Nadal się do mnie nie odzywała, więc uznałam, że po prostu będziemy się widywać jedynie na zajęciach i co najwyżej będzie trochę niezręcznie. Niestety znów się myliłam. Magda starała się nastawiać wspólnych znajomych przeciwko mnie. Niektórych jej się udało, a niektórzy zdążyli mnie poznać na tyle dobrze, że mieli w dupie jej zdanie na mój temat. Jednak i tak sporo dało mi to w kość, bo zdarzało się, że jadąc na imprezę cała ekipa zostawiała mnie w klubie bez słowa, gdy ona się pojawiała albo zachowywali się jakby mnie wśród nich nie było. Bolało, gdy osoby, które miałam za przyjaciół zachowywały się w ten sposób. Magda z pewnością dobrze wiedziała jak uprzykrzyć mi życie.

ROZDZIAŁ 2

Stan pozerwaniowy

Wakacje w zeszłym roku nie były wesołe z jeszcze jednego powodu. Po niemal półtora roku bycia razem zerwał ze mną chłopak. Można powiedzieć, że z dnia na dzień. Spotkaliśmy się, było między nami wszystko okej, a po kilku dniach Michał napisał mi wiadomość, że jest w związku z kimś innym i więcej się nie zobaczymy. Nawet nie miał odwagi powiedzieć mi tego w twarz. Cały wrzesień to przeżywałam i płakałam w poduszkę. Lepiej poczułam się dopiero w październiku, gdy wprowadziłam się do akademika i poznałam najlepszą współlokatorkę na świecie i moją kochaną przyjaciółkę Natalię. Ona również w tym czasie przechodziła kryzys związany z pewnym chłopakiem. Wspierałyśmy się na wzajem, a gdy faza smutku minęła to chciałyśmy wszystko odreagować i zaczęłyśmy imprezować. Ostro. Imprezy dwa-trzy razy w tygodniu, hektolitry alkoholu i podrywanie facetów. Trwało to ponad dwa miesiące, aż zdałyśmy sobie sprawę, że to, co robimy jest niesamowicie głupie. Przyszedł grudzień, udzielił nam się świąteczny nastrój i postanowiłyśmy, że od teraz będziemy grzecznymi dziewczynkami.
W Nowy Rok poznałam Pawła. Na tinderze. Zawsze uważałam, że znajomości zawarte przez takie aplikacje nie mają przyszłości i traktowałam je wyłącznie jako sposób rozrywki. Tym razem miało być tak samo, tym bardziej jak okazało się, że mój nowy znajomy mieszka 300 km dalej i do mojego miasta przyjechał tylko na Sylwestra. Jednak z Pawłem było inaczej, pisało nam się rewelacyjnie i po kilku dniach rzucił on szalony pomysł, że przyjedzie do mnie na weekend. Obawiałam się tego spotkania, ale koniec końców okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo Paweł okazał się być cudownym facetem.


ROZDZIAŁ 3

"Trudna" praca

Znalazłam swojego księcia i przez pierwsze dwa miesiące roku pozornie żyłam w bajce. Dlaczego pozornie? Bo byłam biedna jak mysz kościelna. Ledwo było mnie stać na jedzenie i wyjazdy do Pawła. Już nie wspominając o tym, że nie mogłam sobie pozwolić na jakiś wspólny wypad gdzieś dalej. Postanowiłam poszukać pracy i już po kilku dniach umówiłam się na rozmowę z rekruterką. Ogłoszenie znalazłam na facebooku - poszukiwano kelnerek do lokalu w centrum miasta. Pomyślałam, że super, poszukałam w google nazwy firmy i wyskoczyła strona jakiejś restauracji, o której nigdy nie słyszałam. No ale nic, poszłam na rozmowę i okazało się, że ta restauracja w rzeczywistości jest klubem dla panów. Rekruterka przekonywała mnie, że praca jest lekka i przyjemna, że zarobki są wysokie, a moim jedynym zadaniem będzie zbieranie i przynoszenie zamówień, a także sprzątanie. Żadnego rozbierania się, żadnego nadprogramowego kontaktu z klientami. Ostatecznie przekonała mnie inna kelnerka, która powiedziała, że w poprzednim tygodniu udało jej się zarobić ponad 800 zł.
Praca okazała się być tragiczna. Kierowniczka była suką, która mnie nie lubiła, więc była podwójnie niemiła dla mnie, dziewczyny udawały przyjaciółki, a za plecami gadały o sobie najgorsze rzeczy, a klienci byli obleśni. Siedzenie tam po 10 godzin dziennie za grosze, na dodatek pod groźbą kar finansowych za nieodpowiedni zachowanie było bardzo stresujące. Pracowałam tam 5 tygodni. W tym czasie jadłam tylko jeden posiłek dziennie, bo więcej nie byłam w stanie przełknąć ze stresu. Każdego dnia po pracy piłam alkohol, żeby jakoś się zrelaksować i móc zasnąć. Zaczęłam też spalać paczkę papierosów dziennie.
Od kiedy zaczęłam tam pracować psychicznie byłam w dołku. Nie potrafiłam cieszyć się życiem, chodziłam smutna i zła na wszystko. Na początku kwietnia Paweł powiedział mi, że nie będziemy się już widywać. Od jakiegoś czasu podejrzewałam, że ma kogoś i się nie myliłam. Znowu zaczęłam imprezować bez umiaru.


ROZDZIAŁ 4

Nowy przyjaciel


Byłam już zmęczona tym wszystkim. Kolejny niewypał w relacjach z facetami, słabe kontakty ze znajomymi i znów odkładanie każdej złotówki na jedzenie. Trochę się załamałam, chciałam rzucić wszystko i się poddać, wrócić do domu, do rodziców. Ten pomysł z głowy wybił mi Arek.
Arka poznałam kilka dni przed rozstaniem z Pawłem. Byłam w ulubionym klubie i znajomi nas ze sobą poznali. Od razu wpadłam mu w oko i próbował mnie poderwać, ale cały czas mu powtarzałam, że mam kogoś. Arek mieszkał w tym akademiku co ja. W jeden z cieplejszych dni dosiadł się do mnie i Natalii na dworze i starał się pocieszyć mnie po rozstaniu. Na majówkę tylko on z moich znajomych nigdzie nie pojechał i umówiliśmy się, że skoro oboje nie mamy planów to idziemy na wódkę. Od tego czasu zbliżyliśmy się do siebie, spotykaliśmy się prawie codziennie i bardzo dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie zaczęło dziać się między nami coś więcej. Pewnego wieczoru, po wypiciu sporej ilości alkoholu, Arek wyznał mi, że od dwóch lat jest w związku. Lekko mnie to zszokowało, ale stwierdziłam, że przecież nadal możemy być przyjaciółmi. Tylko że nie byliśmy. Tak, wdałam się w romans z facetem, który od dwóch lat regularnie zdradza swoją dziewczynę. Do dzisiaj tego żałuję.
W połowie maja znalazłam pracę w kawiarni. Było ciężko, bo lokal znajdował się na lotnisku, więc przewijali się bardzo różni ludzie, na dodatek tłumami. Ale pracowałam z bardzo fajnymi ludźmi, szef też był spoko.

W ostatnim tygodniu czerwca nastąpiło apogeum chujowości mojego roku. 

Arek postanowił, że nie chce mnie znać. Tak kompletnie z dupy. Mimo, że umówiliśmy się, że do końca czerwca nic się nie zmieni, a po wakacjach pomyślimy co dalej. Ponadto stał się strasznie chamski, traktował mnie całkiem bez szacunku. Jednego wieczoru przyszedł do mnie, groził, że mnie uderzy, opluł mnie i wyszedł. Postanowiłam, że nie zostawię tego tak i powiadomiłam jego dziewczynę o naszym romansie. Bałam się jego reakcji, gdy się dowie. Przyjaciółka była ze mną, gdy napisał mi wiadomość, że przeze mnie jego dziewczyna się zabiła.
Nie uwierzyłam, wiedziałam, że kłamie i chce wzbudzić we mnie poczucie winy. Życzył mi śmierci za to, że jej powiedziałam, a ja popadłam w jakiś letarg. Kilka dni nie czułam kompletnie żadnych emocji.
W tym samym czasie okazało się, że nie mam gdzie mieszkać. Zapewniano mnie, że dostanę miejsce w akademiku na wakacje, a ja uwierzyłam. Gdy była decyzja, że jednak nie dostałam, miałam 4 dni na znalezienie stancji na najbliższe miesiące. Pracowałam od 10 do 22, więc nawet nie miałam kiedy oglądać ewentualnych pokoi. Zresztą nie znalazłam nawet zbyt wielu ofert, na które byłoby mnie stać.
Zadzwoniłam do mamy, rozpłakałam się i powiedziałam, żeby po mnie przyjechała. Wróciłam do domu z podkulonym ogonem. Czułam się jak życiowe zero. Przez pierwszy miesiąc wakacji strasznie to wszystko przeżywałam, nie byłam sobą.
Ale teraz wiem, że było mi to potrzebne. Poniekąd nawet cieszę się, że sprawy się tak potoczyły.

Dlaczego? Co dał mi ten rok?

1. Przekonałam się, kto tak naprawdę jest moim przyjacielem, a kto nigdy nim nie był. Hasło "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" sprawdza się tutaj w 100%. Okazało się, że osoby, na których mi zależało wcale nie są tak lojalni wobec mnie jak myślałam, a zwykli na pozór znajomi przyszli do mnie z wielką pomocą i wsparciem.
2. Nauczyłam się, że z każdej sytuacji jest wyjście. Choćby nie było nie wiadomo jak źle, to zawsze da się coś zrobić.
3. Najważniejsze to mieć gdzie mieszkać. Bez dachu nad głową reszta znaczy dużo mniej.
4. Nie warto być Zosią Samosią. Zawsze uważałam, że ze wszystkim mogę poradzić sobie całkiem sama. Wmawiałam ludziom, że jestem tak dobrze zorganizowana, że w niczym nie potrzebuję pomocy. Jak przyszło co do czego, to jedyne, co byłam w stanie robić to leżenie i płacz. Bez bliskich nie podniosłabym się i prawdopodobnie miałabym problem z depresją.
5. Zyskałam świetnego przyjaciela. Z Pawłem nadal mam kontakt, wspieramy się nawzajem i zawsze możemy na siebie liczyć, ale przekonaliśmy się, że jako para niekoniecznie do siebie pasujemy ;)
6. Zmieniło się moje myślenie na wiele tematów. Mam wrażenie, że znacznie dojrzałam przez ostatnie miesiące. Mam teraz inne priorytety w życiu i czuję się naprawdę szczęśliwa, po raz pierwszy od dawna.

Pierwszy i pewnie ostatni raz taka "spowiedź" na moim blogu. Ostatnio często myślałam o tych wszystkich wydarzeniach i poczułam, że muszę je gdzieś spisać, a czy jest na to lepsze miejsce niż mój własny kawałek internetu? Czuję się jakbym oczyściła umysł dzięki wylaniu tego z siebie.  
I wierzę, że już teraz będzie dobrze :)

Imiona znajomych zmieniłam w powyższym tekście.


Share
Tweet
Pin
Share
2 komentarze

Wraz z nadejściem pierwszego dnia września przyszła do nas jesienna pogoda. Ale czy to źle? Pomimo tego, że od razu złapało mnie jakieś paskudne przeziębienie, moja odpowiedź brzmi: NIE. Jesień kojarzy mi się przede wszystkim z pięknymi, ciepłymi kolorami. Pomarańcz, żółć i czerwień. Kojarzy mi się też z zapachem ciasta, trochę dziwne, wiem. Może dlatego, że dni są coraz krótsze i już nie tak chętnie wychodzimy z domu, dlatego mamy więcej czasu, żeby upichcić coś dobrego.

A dlaczego jesień jest taka fajna?
Share
Tweet
Pin
Share
9 komentarze

Do tego wpisu zbieram się już od tygodnia, ale dużo się ostatnio u mnie dzieje i niestety zwyczajnie nie mam czasu. Niestety, bo obiecałam sobie, że regularnie będę dodawać wpisy i dbać o bloga, a ostatnio są tu takie pustki, że lada chwila jakieś pajączki zaplotą swoje sieci i przejmą mój kawałek internetu ;)
Share
Tweet
Pin
Share
22 komentarze

W obecnych czasach nawet 6-latki mają swoje własne smartfony. Komputery i telefony rządzą dzisiejszym światem, nie da się temu zaprzeczać. I to właśnie telefon jest moim największym uzależnieniem - przebija nawet buty, które kocham. Bez niego czuję się jak bez ręki, zawsze muszę go mieć przy sobie. I myślę, że nie tylko ja tak mam ;)
Share
Tweet
Pin
Share
2 komentarze

Hej dziewczyny!

Paznokcie hybrydowe to niewątpliwy hit ostatnich czasów. Spora część moich koleżanek regularnie chodzi na hybrydy. W akademikach, w których bywam zazwyczaj jest po kilka dziewczyn, które dorabiają sobie robiąc paznokcie tą metodą. Coraz bardziej powszechne jest posiadanie własnej lampy i lakierów. Nie ma się co dziwić, bo przecież nie są wcale drogie.
Dwa tygodnie temu sama zdecydowałam się zamówić zestaw startowy do robienia hybryd. Wybór padł na Semilac i zestaw Effective. Na temat tej marki słyszałam i czytałam głównie same dobre opinie. Jaka jest moja opinia po pierwszym użyciu zestawu? W tym poście Wam powiem.
Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarze


Hej!

Niewątpliwie jedną z rzeczy, które kojarzą się z kobiecością są pomalowane na czerwono usta. Jest to absolutny klasyk. Od Marilyn Monroe po dzisiejsze gwiazdy - wszyscy uwielbiamy szminki w kolorze czerwieni. Jednak oprócz krwistych pomadek modnych jest wiele różnych kolorów. Od delikatnych nudowych po naprawdę szalone kolorowe. Przez długi czas nie lubiłam malować ust, używałam jedynie pomadek ochronnych albo takich w bardzo naturalnych odcieniach. Jakoś nieco ponad rok temu przekonałam się do mocniejszych kolorów na ustach i teraz niemal każda wyprawa do drogerii kończy się nową zdobyczą.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać część mojej kolekcji szminek. Opowiem o tych, które lubię bardziej, a które mniej i każdą postaram się ocenić. 

Na początek moje ulubione:


Szminki, które pokochałam od pierwszego wypróbowania. Niektóre z nich kupowałam już wielokrotnie, a inne były kupione z przypadku, a okazały się strzałem w dziesiątkę.


Zaczynając od lewej:

Essence Ultra Last Instant Colour nr 7 "Undress my lips"

TRWAŁOŚĆ: 7/10
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: 9/10
ZAPACH: 3/10

CENA: 8 zł

OGÓLNA OCENA: 8/10

Essence Matt Matt Matt nr 7 "Purple power"

TRWAŁOŚĆ: 9/10
KOLOR: 9/10
NAWILŻENIE: 7/10
ZAPACH: 7/10
CENA: 10 zł

OGÓLNA OCENA: 8/10


Wibo Matte Intense nr 2 

TRWAŁOŚĆ: 10/10
KOLOR: 8/10
NAWILŻENIE: 5/10
ZAPACH: 9/10
CENA: 12 zł

OGÓLNA OCENA: 9/10



Eveline Velvet Matt Lipstick nr 506

TRWAŁOŚĆ: 7/10
KOLOR: 8/10
NAWILŻENIE: 6/10
ZAPACH: 4/10
CENA: 15 zł

OGÓLNA OCENA: 7/10
Golden Rose Velvet Matte Lipstick nr 25

TRWAŁOŚĆ: 9/10
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: 9/10
ZAPACH: 8/10
CENA: 12 zł

OGÓLNA OCENA: 10/10

Czas na te, które lubię nieco mniej, ale też często używam:
 
Mają minus za np. zbyt klejącą konsystencję czy wysuszanie ust



Lovely Extra Lasting nr 6 - co prawda nie szminka, ale matowy błyszczyk.

TRWAŁOŚĆ: 9/10
KOLOR: 9/10
NAWILŻENIE:6/10
ZAPACH: 5/10
CENA: 11 zł

OGÓLNA OCENA: 7/10


Rimmel The Only 1 Matte nr 200 "Salute"

TRWAŁOŚĆ: 8/10
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: 0/10
ZAPACH: 7/10
CENA: 30 zł

OGÓLNA OCENA: 7/10

Rimmel The Only 1 Matte nr 810 "The Matte Factor"

TRWAŁOŚĆ: 8/10
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: 0/10
ZAPACH: 7/10
CENA: 30 zł

OGÓLNA OCENA: 7/10

Bourjois Rouge Edition Souffle de Velvet nr 04 "Ravie en rose"

TRWAŁOŚĆ: 3/10
KOLOR: 7/10
NAWILŻENIE: 6/10
ZAPACH: 4/10
CENA: 50 zł

OGÓLNA OCENA: 6/10

A teraz kolej tych, które niekoniecznie lubię:

 
Dwie z nich to kompletne niewypały, do jednej podchodzę z dystansem, a dwóch jeszcze nie zdążyłam porządnie przetestować

 

Golden Rose Velvet Matte Lipstick nr 33

TRWAŁOŚĆ: nadal czeka na wypróbowanie
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: również ciężko stwierdzić, bo miałam ją na ustach tylko chwilę, ale podejrzewam, że będzie tu tak jak w przypadku czerwonej szminki z Golden Rose
ZAPACH: 8/10
CENA: 12 zł

OGÓLNA OCENA: nie chcę oceniać w ciemno

Rimmel Moisture Reniev nr 510 "Mayfair Red Lady" - trafiła w moje ręce przypadkiem, wybrałam zły kolor podczas zamawiania przez internet, ale w tym przypadku to chyba szczęśliwa pomyłka :)

TRWAŁOŚĆ: nadal czeka na wypróbowanie
KOLOR: 10/10
NAWILŻENIE: wydaje się kosmiczne, sądząc po tej bardzo kremowej formule :)
ZAPACH: 9/10
CENA: 29 zł

OGÓLNA OCENA: -

Wibo Million Dollars Lips nr 2

TRWAŁOŚĆ: 10/10
KOLOR: 2/10 - nie czuję się dobrze w różowych pomadkach, na stronie, z której zamawiałam kolor był zupełnie inny
NAWILŻENIE: 6/10
ZAPACH: 4/10
CENA: 13 zł

OGÓLNA OCENA: 5/10

Wibo Lip Lacquer Rock with Me nr 1


TRWAŁOŚĆ: 6/10
KOLOR: 3/10
NAWILŻENIE: 5/10
ZAPACH: 4/10
CENA: 12 zł

OGÓLNA OCENA: 1/10
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z lakierem do ust, wzięłam na próbę. Niby jest to połączenie szminki z błyszczykiem, ale w rzeczywistości jest to najbardziej klejący się błyszczyk na świecie. Łudziłam się, że chociaż trochę wyschnie, ale niestety. Zupełnie nie polecam.


Makeup Revolution kolor Vamp

TRWAŁOŚĆ: 1/10
KOLOR: 7/10
NAWILŻENIE: 5/10
ZAPACH: 4/10
CENA: 3 zł

OGÓLNA OCENA: 2/10

A Wy jakie kolory szminek wolicie? Czerwienie, róże, nude, czy może jeszcze jakieś inne? 
I jakie są Wasze ulubione szminki? Polećcie mi coś! ;)
Share
Tweet
Pin
Share
6 komentarze
Newer Posts
Older Posts

O mnie

Cześć!
Mam na imię Asia i bardzo się cieszę, że odwiedziłeś/aś mój kawałek internetu! Piszę tu o tym, co mnie interesuje, co mnie wkurza, co mi się podoba, a co nie.
Mam nadzieję, że się polubimy i zostaniesz na dłużej.
Miłego czytania! :)

Facebook

Lady Mess

Ostatnie

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Kategorie

cykl "10..." kosmetyki lifestyle o mnie

Popularne

  • Palety cieni Makeup Revolution - na dobry początek
    Palety cieni Makeup Revolution - na dobry początek
    Hej :) Macie tak, że wchodzicie na instagrama albo fejsa, widzicie te wszystkie blogerki od kosmetyków, które na twarzy mają perfekc...
  • Co zabrać ze sobą do akademika?
    Co zabrać ze sobą do akademika?
    Minęła już niemal połowa wakacji. Za dwa miesiące studenci wrócą do nauki. Dużo młodych ludzi decyduje się na mieszkanie w akademiku i ...
  • 10 krajów, które chcę odwiedzić przed śmiercią
    10 krajów, które chcę odwiedzić przed śmiercią
    Święty Augustyn mówił, że "Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę." . Osobiście uwielbiam ...

Archiwum

  • ►  2018 (2)
    • ►  września (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2017 (12)
    • ►  października (2)
    • ▼  września (6)
      • Najgorszy rok mojego życia
      • 10 powodów, dla których jesień jest super
      • Dwie nowe palety MUR, w których się zakochałam!
      • 10 ulubionych aplikacji na telefon
      • Zestaw do paznokci hybrydowych Semilac Effective -...
      • Moje (nie)ulubione szminki
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (1)

Created with by ThemeXpose | Copy Blogger Themes